czwartek, 10 marca 2011
środa, 9 marca 2011
Marzenia się spełniają...
...tylko mocno, mocno, mocno w nie wierz!
Ściskaj kciuki co sił, oczy zamknij też!
Wczorajszy dzień był magiczny.
Spełniło się jedno z moich największych marzeń - było nim 10 lat!
Wszystko zaczęło się od mojej siostry.
Jeśli dobrze pamiętam - właśnie 10 lat temu, gdy musical Metro obchodził swoje 10. urodziny, Kasia przywiozła mi płytę z piosenkami z przedstawienia, która była dołączona do Gazety Wyborczej.
Zaczęłam słuchać... i zakochałam się!
Ta muzyka jest niesamowicie piękna, wzruszająca, chwytająca za serce i uniwersalna.
Każda linijka wywołuje inne emocje, myśli, wspomnienia...
Do dziś jest to jedna z moich ulubionych płyt.
Myśl o tym, by pojechać do Warszawy i zobaczyć Metro na własne oczy pojawiała się sama nie wiem, kiedy. Miałam plany, by po pracujących wakacjach jechać, ale nigdy ostatecznie nie wyszło.
Rok temu gruchnęła wieść - Metro będzie w Poznaniu!
Już zanotowałam termin, szykowałam pieniądze i... w ostatniej chwili wszystko odwołano!
Cóż się okazało w tym roku?
Kilka dni przed Dniem Kobiet przypadkiem wpadłam na informację, że Metro w tym roku zawita w Święto Pań do Pyrlandii!
Część miejsc była już wykupiona, ale udało mi się dostać 2 miejsca obok siebie.
I... byliśmy tam wczoraj z Piotrkiem! :)
Powiedzieć, że było świetnie - to mało!
Że było super - to kłamstwo!
Było FAN-TA-STY-CZNIE!!!
Usłyszeć tę muzykę wplecioną w historię, aktorów w swoich rolach, tancerzy, baletnice, światło i cień...
Magia!
Śpiewałam prawie każdą linijkę wraz aktorami, miałam łzy w oczach ze wzruszenia i cała się trzęsłam.
Trzymałam Piotrka za rękę, by czuć, że to się dzieje naprawdę! :)
To był najpiękniejszy Dzień Kobiet jak do tej pory.
Fotorelacja [<klik>]
Dodatkowe informacje nt. musicalu można znaleźć pod tymi linkami:
i na wielu, wielu innych :)
Dodatkowym smaczkiem wczorajszego dnia było spotkanie przed spektaklem kilku Profesorów z naszego Liceum. Z niektórymi udało mi się chwilkę porozmawiać przed spektaklem. Było to fantastyczne spotkanie po latach. :)
niedziela, 6 marca 2011
piątek, 4 marca 2011
Zimowy spacer nad Maltą
Uwielbiamy spacery!
Gdy już mamy tak całkowicie dość siedzenia w czterech ścianach, oglądania filmów i nauki, idziemy spacerować! :)
Nasze trasy i miejsca są różne, czasem dalej, czasem bliżej.
Malta jest bardzo blisko kampusu Politechniki, stosunkowo blisko mojego mieszkania [w końcu mieszkam tylko na Wildzie] i zawsze można uciec do Galerii, którą otworzyli w 2 lata temu.
Postanowiliśmy wykorzystać przepiękną, słoneczną pogodę, która postanowiła zawitać w Poznaniu 23. lutego.
Przyznaję - było bardzo zimno! Ale staraliśmy się iść cały czas na słońcu, co dodawało nam sporo ciepła i chęci do dalszego maszerowania
Obeszliśmy całe jezioro dookoła, czyli [idąc za Wikipedią] przeszliśmy 5,6 km.
Po spacerze uciekliśmy do Galerii i Pizza Hut, gdzie ja korzystałam z baru sałatkowego [z racji diety], a Piotrek załapał się na Festiwal Pizzy, co bardzo mu odpowiadało
Na robienie zdjęć sił i ochoty wystarczyło nam tylko przez 1/3 okrążenia, czego ślady widoczne są poniżej :)
Bezpośrednio nad Maltę zeszliśmy idąc mostem, który zaczyna się w końcowej części Galerii.
Z tegoż mostu zrobiłam pierwsze fotki:
Uwielbiam robić Piotrkowi zdjęcia w każdej sytuacji! :) Często robi do mnie krzywe miny, ale mnie te zdjęcia podobają się najbardziej i nie mam zamiaru zaprzestać tego procederu.
Po zejściu z mostu i przejściu kawałek dalej, doszliśmy do miejsc, gdzie wyznaczono "baseny". Są to niecałkowicie otoczone płytsze fragmenty jeziora, które latem służą za kąpieliska. "Otoczenie" basenów stanowią betonowe pomosty. Na jeden z nich wstąpiliśmy i popełniliśmy kilka zdjęć.
A Piotrek nie byłby sobą, gdyby nie postanowił sprawdzić twardości i wytrzymałości warstwy lodu, który skuł całe jezioro:
Okazało się, że wszystko jest zamarznięte na kość, więc i ja odważyłam się zejść na lód i z tej perspektywy zrobiłam kolejne kilka zdjęć:
Trochę dalej na lodzie zobaczyliśmy całkiem sporo butelek [głównie po szampanie], co może sugerować, iż leżały tam od Sylwestra i że od tamtej pory niewiele zmieniła się grubość pokrywy lodu.
Po bliższym przyjrzeniu się pomostowi, zauważyłam bardzo ciekawe formacje "sopli", które powstały w każdym możliwym miejscu i trzymały się właściwie same siebie:
Poszliśmy dalej i natrafiliśmy na kolejny pomost - na jego końcu znajdowało się "bocianie gniazdo". Niestety - okazało się, że [dla bezpieczeństwa] wejście na samą górę jest zamknięte.
Wyżej i tak bym nie weszła! ;)
Na tym samym okrągłym pomoście, na którym usytuowano bocianie gniazdo, było też miejsce do cumowania [?], wyglądające jak wielka pinezka [taka, jak do tablic korkowych :)]. Niestety, nie udało mi się jej wyciągną, a słońce dawało mocno po oczach akurat w tę stronę.
Kawałek dalej trafiliśmy na plac zabaw, czego, oczywiście, nie mogłam darować!
Do odważnych świat należy! :D
Piotrek okazał się być odważniejszy [normalne, przyzwyczajam się ;)]:
Dalej był kolejny plac zabaw i bardzo ciekawa tablica:
Wierszyk godzien zapamiętania i częstszego stosowania! :)
O, to po prostu mój Myszu. Dał się sfotografować z normalną miną :)
To miejsce to początek [lub koniec, zależnie od strony :)] Malty. Prawdopodobnie jest to przedłużenie rzeki Cybina [Malta, jako sztuczne jezioro, powstała poprzez spiętrzanie wody na tej rzece].
Po prostu kocham te nasze spacery! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















































